Wielobarwne wariacje tego co mi w duszy gra w zwierciadłach dostarczanych przez życie...
stat4u
RSS
czwartek, 17 maja 2012
Nowe szczęście

Wiosna rozpanoszyła się wreszcie całą paletą kolorów i teraz już tylko pokazuje je w najróżniejszych naświetleniach, zupełnie jak piękna dojrzała kobieta dobierająca makijaż odpowiedni do pory dnia i ...okoliczności.

Ptasie koncerty ogłuszają, a zapach bzu oszałamia... Nie bez powodu w maju rodzi się tyle miłości...

Często witam nowy dzień o świcie... Lubię jak delikatne promyczki słońca pieszczą moje policzki niczym pocałunki na dzień dobry... Wtedy łatwiej podjąć decyzję, czy otworzyć okno czy spuścić rolety. Niestety miewam ciągle dni, szczególnie te chłodne i mokre, kiedy wydaje się, że nie ma po co wstawać z łóżka, i zdecydowanie łatwiej jest śnić niż żyć. 

Na ogół jednak otwieram szeroko okno i pozwolam by krystaliczne powietrze pomalutku w każdą komórkę mojego ciała wtłaczało w miejsce nocnych marzeń dzienną rzeczywistość, z którą przyjdzie się zmierzyć.

Patrzę na wschodzące słońce i czuję się jak mała dziewczynka stojąca przed świętym Mikołajem, który nie wiadomo co ma w worze na plecach... Ale, żeby dostać prezent trzeba ładnie się ubrać, stawić czoła, czasami pokonać strach i zdobyć się na odwagę, by powiedzieć wierszyk.

Wstaję więc, ubieram sie ładnie, stawiam czoła, i  z wdzięcznością rozpakowywuję dawane mi przez los  "prezenty". Boję się, ze coś przeoczę, albo wyrzucę nierozpakowane z papierami, bo tak naprawdę nie wiem na co liczę ani czego szukam.

Dach nad głową mam, jeżeli chodzę głodna to tylko z wyboru, wszyscy zdrowi...i naprawdę to wszystko doceniam, i po stokroć Sile Wyższej na kolanach dziękuję.  Wiem, że niby niczego mi nie brakuje, nawet problemów też już dostatek, ale nic nie poradzę, że czuję jakby życie toczyło się obok, jakbym była zaklęta w jakiejś szklanej klatce, z której niby wszystko widać, ale niczego nie można dotknąć...jakbym lizała loda przez szybę, albo miała cukierka, którego nie da się odwinąć z papierka...

Nie wiem zresztą czym dla mnie TERAZ jest szczęście... Definicja zmieniała się w życiu wielokrotnie i chyba właśnie akurat ulega kolejnej modyfikacji. Stosując się do porad mądrych ludzi, tym razem szukam go w sobie. I mam nadzieję, że jeżeli je już odnajdę nie będzie zależało od pogody, żadnego faceta, ani nawet od własnych dzieci, ani od tego czy jest co do garnka wlożyć...

Jak już znajdę to obiecuję, że... podzielę się z wszystkimi :)))

A póki co, zamiast płatków czerwonych róż suszę sobie pięciolistne koniczyny, na szczęście :)))

 

 

 

 

 

 

19:03, purplesoul
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 79